piątek, 7 lipca 2017

Nowa garderoba Monchhichi :)

Monchhichi marzyło mi się od dawna. Byłam już gotowa zakupić sobie małpeczkę w Wiedniu, ale skończyło się jak zwykle na tonie książek i materiałów. Ale w tym roku Babcia postanowiła mi sprawić cudowny prezent imieninowy... i tym samym mam swoją wymarzoną maskotkę :) 

Moja małpka miała swoje firmowe ubranko. Ładne, ale moim zdaniem nie podkreślało jej wdzięku.
Postanowiłam więc wydziergać na drutach porcięta, takie w "starym stylu". Czapeczka zrobiłam szydełkiem już dawno temu dla lalki Byul, ale na Monchhichi też pasuje idealnie. 



czapeczka
włóczka: cienka bawełna (chyba Almina)
szydełko: 2,5 mm
wzór: własny

spodenki
włóczka: tasiemkowa Lana Grossa 
druty: 2,5 mm + 4 mm na zamknięcie oczek
wzór: własny


A sarenkę zakupiłam na moim ostatnim wyjeździe nad morze :) W niedzielę wybrałam się do Muzeum na wystawę lalek, i trafiłam na Dziecięcy Pchli Targ. Z okazji Dnia Dziecka miasto udostępniło dzieciom przestrzeń handlową, więc można było przebierać do woli w lalkach, figurkach, maskotkach i innych drobiazgach :) Przywiozłam jeszcze dwie małe laleczki, myślę że niedługo też o nich napiszę :) 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Kreatywne wykorzystanie resztek bawełny :)

Odkąd zainteresowałam się ideą Zero Waste Home, szukam sposobów na ograniczenie odpadów domowych. Od dawna nie używam papierowych ręczników czy nasączanych chusteczek do sprzątania. Ale chciałam zrobić krok dalej... 

Z małych kłębuszków bawełnianej włóczki powstały takie to oto łapki kuchenne. W tęczowych kolorach - służą do ochrony rąk przy przenoszeniu ciepłych naczyń, jako podkładki pod szklanki i kubki. A później, gdy się spiorą... wykorzystam je jeszcze jako ściereczki do czyszczenia. 











Przy okazji - polecam uniwersalny płyn do czyszczenia, który można przygotować samodzielnie. Wystarczy woda (pół litra), ocet (2 łyżki) i olejek herbaciany (kilka-kilkanaście kropel). Wszystkie składniki wlewamy do spryskiwacza... i używamy! Uwielbiam go, doczyścił nawet meble ogrodowe oporne na wszystkie "specjalistyczne" środki.

A jeśli nie lubicie zapachu octu (ja nie cierpię), to zdradzę Wam mój mały sekret. Używam octu... pomarańczowego :) Też własnej roboty - skórki od pomarańczy + dowolne przyprawy (goździki, gwiazdka anyżu) zalewam octem i zostawiam na kilka tygodni w spokoju, od czasu do czasu potrząsając słoikiem.

Jeśli macie swoje sposoby na domowe środki czystości bez chemii, to proszę, podzielcie się nimi :)))