sobota, 3 czerwca 2017

Koraliki - moja nowa pasja!

Moja miłość do koralików kwitnie! Zaczęło się w zeszłym roku, od warsztatów w Royal Stone. Po podstawowych, pojechałyśmy z Magdą jeszcze na sutasz i makramę, a w zeszłym miesiącu na haft koralikowy. Poznałam też sporo różnych technik na zajęciach w Domu Kultury, na które chodzę co tydzień :)

Kiedy na studiach, na przedmiocie "Podstawy kreatywności", dostałam zadanie polegające na przedstawieniu czasu... od razu wiedziałam co zrobię :)


"Moja wizja czasu…
Zrobiłam bransoletkę jedną z najbardziej czasochłonnych technik - tubular peyote. Mam wrażenie że więcej czasu spędziłam na pruciu niż doszywaniu kolejnych koralików, choć to fizycznie niemożliwe (aczkolwiek nasze poczucie czasu to też ważna sprawa).
Sama forma bransoletki, czyli okręgu, nawiązuje do koncepcji życia ludzkiego które zatacza krąg – jesteśmy dziećmi na jego początku i przy końcu.
Praca nie jest zamkniętym okręgiem, jest przerwana… bo nasz czas ma swój kres.
Dwanaście spiralek symbolizuje 12 miesięcy= 1 rok, miarę którą posługujemy się tak chętnie pochylając się nad upływem czasu.
Każda spirala składa się z większych lub mniejszych koralików w różnych kolorach. Symbolizuje to nasze poczucie czasu, to że biegnie naraz w kilku różnych tempach – inaczej odczuwamy czas, niecierpliwiąc się aż zagotuje się nam woda na rozgrzewającą herbatę w zimny dzień… a inaczej gdy spotykamy dawno nie widzianych znajomych i ich dzieci (wg powiedzenia „cudze dzieci szybko rosną”).
Zamiast tradycyjnego zapięcia, symbolicznie związałam końce kawałkiem jedwabnego sari. Czas nas bowiem ogranicza, daje ale i obdziera nas z możliwości. Gdybyśmy nie mieli rąk związanych przez czas, moglibyśmy się bezustannie uczyć, rozwijać, doskonalić… Ale czy nie mając nad sobą bata w postaci wskazówek zegara, w ogóle byśmy do czegoś dążyli…?"



wzór: Cellini 
koraliki: toho (0/15, 0/11, 0/8), nici Tytan Ariadna


Bransoletka jest prezentem dla mojej Mamy, która 26 maja obchodzi podwójne święto :) Mam nadzieję, że się spodoba...

środa, 17 maja 2017

Na zielono!

Jestem, już jestem... tzn. cały czas się kręcę wokół bloga, ale czas mi ostatnio nieco przyśpieszył. Dużo się dzieje, dużo szydełkuję, robię na drutach, tworzę biżuterii i oglądam seriali. A poza tym - zaczęłam nowe studia, znalazłam kolejnego psa, zwichnęłam bark, byłam nad morzem... i wiele innych takich tam spraw ;)

W międzyczasie wiosna dosłownie wybuchła w moim ogrodzie. W tym roku sporo zmian - nowe konstrukcje, nowe rośliny... nie mogę doczekać się końca prac, a przede wszystkim momentu gdy stanie namiot ogrodowy z dużym stołem do letnich robótek ręcznych na świeżym powietrzu :)

A na razie wspominkowo. Taki to komin wydziergałam na drutach w zeszłym roku. Cieplutki, milusi w dotyku... od razu został zgarnięty przez moją babcię :) A mi na pamiątkę zostały zdjęcia, jeszcze w zeszłorocznych letnich klimatach...







włóczka: Malwa Anilux (pół motka) + niezidentyfikowany moherek
druty: 5,5 mm
wzór: pomysł własny

czwartek, 16 lutego 2017

Sweterek dla Moxie Teenz :)

Luty pędzi jak szalony. I co chwilę zaskakuje :) Dużo się dzieje. Na drutach i szydełkiem też, ale póki co skończyłam kolejną czapkę dla siebie. I jeszcze nie zdążyłam zrobić zdjęć.

Więc może dziś taki udzierg zeszłoroczny. Nie doczekał się prezentacji, bo w planach była spódniczka i ogólnie stylizacja lalki... ale nie mam narazie czasu i chyba też weny. 




włóczka: nie pamietam nazwy, kupiłam ją na amigurumi
szydełko: 1,6 mm
wzór: własny


Sweterek jest przeznaczony dla Moxie Teenz. Lalki te nie są zbyt popularne w Polsce, pojawiają się chyba jedynie w kręgach kolekcjonerów i osób śledzących zagraniczne blogi czy fora lalkowe.
Nigdy nie zostały wprowadzone do sklepów w Polsce, można było kupić jedynie ich "młodszą" wersję - Moxie Girlz (od dawna ich także nie widziałam).

Lalka Moxie Teenz ma ok. 35-36 cm. Ma artykułowane ciałko, o raczej kobiecych kształtach. Oczy, z pięknymi długimi rzęsami, wyglądają jak szklane.

W serii jest 5 lalek, prezentujących różne typy urody. W wersji balowej pojawił się też chłopak :) 

Lalki występowały w dwóch wersjach jeśli chodzi o włosy. Mogły mieć normalnie wszczepione długie włosy, bardzo dobrej jakości. Lub łyse główki, na które można było nakładać rożne peruki.

Lalki Moxie Teenz były przeznaczone dla starszych dziewczynek/nastolatek, które już wyrosły z dużo "prostszych" Moxie Girlz. Dlatego też lalki mają świetne modne ciuchy i dodatki :)))


Ja mam tylko jedną lalkę z tej serii - Melrose w wersji balowej (włosy wszczepiane). O ile wolałam tą wersję bezperukową, to marzyła mi się ciemnowłosa Tristen. Niestety, lalkę można było zakupić jedynie w sklepach zagranicznych i czasem na allegro (niestety, w cenach zawyżonych i zwykle używane). Moja Moxie Teenz jest naprawdę śliczna i nieźle wykonana, choć niestety nie wolna od wad (ślady kleju na dekolcie, nie do końca idealnie wszczepione włosy). Mimo to bardzo ją lubię i myślę że za jakiś czas zaprezentuję ślicznotkę. 



źródło: www.forum-dollplanet.ru


źródło: www.tottys.ru

niedziela, 29 stycznia 2017

Serialowa niedziela - "Rodzina Borgiów"

Dla mnie nie ma nic bardziej relaksującego niż wygodna kanapa, kubek herbaty, druty lub szydełko... i wciągający serial. 

Po całym pracowitym tygodniu, w niedzielę staram się znaleźć kilka godzin dla siebie. Obejrzeć w spokoju kilka odcinków... wszak najlepsze oglądanie to takie całymi sezonami :)

Rozpoczynam więc cykl serialowych niedziel. 
Chciałabym w niedzielne poranki opowiedzieć o serialu który własnie mnie oglądam z zapartym tchem. Albo wracam po do niego po raz kolejny... 
Nie spodziewam się że uda mi się pisać regularnie co tydzień... Ale postaram się :)



"Rodzina Borgiów"



Dziś kolejny znakomity, aczkolwiek mało popularny, serial historyczny. Tym razem wiek XV - ambitny kardynał Rodrigo Borgia postanawia zasiąść na tronie papieskim. W spełnieniu pragnień nie przeszkodzi mu ani rodzina (czworo nieślubnych dzieci), ani wieloletni związek z kurtyzaną. Ba! Jego starsi synowie wspomogą jego dążenia do władzy, nie stroniąc przy tym od machlojek, przekupstw, szantaży czy nawet współpracy ze skrytobójcą! Zaś młodsze dzieci, odpowiednio dobrze sprzedane w ramach ślubnych układów, także będą współtworzyć historię. Nawet nowa piękna konkubina ojca kościoła odegra ważną rolę w wspieraniu papieskich rządów... 

Serial ten ogląda się z zafascynowaniem, lekkim niedowierzaniem, ale też z wielką sympatią dla bohaterów. Nawet do głównego bohatera, który mimo wszystkich swoich wad i czynów zdaje się niegodnych, jest po prostu... uroczy :) To zasługa samego Jeremiego Ironsa, który potrafi rozbroić, rozśmieszyć, nakłonić do refleksji. Niesamowici są też pozostali członkowie rodziny. Cezar, pierworodny syn, przeznaczony kościołowi - który marzy o karierze wojskowej. Młodszy, Juan, hulaka i lekkoduch, mianowany dowódcą wojsk papieskich. Słodka, niewinna Lukrecja - której dzieciństwo przerywa brutalnie nieudane małżeństwo - a ukochani giną z rąk brata. 

Serial ten nie koncentruje się jedynie na walce o władzę czy układach rodzinno-politycznych. Obrazuje też życie codziennie w Italii, rozbitej na wiele małych ksiąstewek. Pokazuje m.in. problemy osób homoseksualnych w tym mega religijnym czasie, relacje w niższych kręgach społecznych, wartości artystyczne i humanistyczne.

Wielkim atutem serialu jest znakomita obsada. Prócz wspomnianego już Jeremego Ironsa, na ekranie widzimy m.in. genialnego Seana Harrisa jako skrytobójcę czy Joanne Whalley - znaną z głośnego, aczkolwiek niezbyt dobrego serialu o dalszych losach słynnej Scarlet O'hara-Butler. 

Serial "Rodzina Borgiów" powstawał w latach 2011-2013, czyli jest dość "świeży". Mimo to brakuje mu pewnego dynamiki i skrótowości nowszych produkcji, co moim zdaniem jest tu akurat wielkim atutem. Co mogę jedynie zarzucić serialowi? Jedynie to że trwał tylko 3 sezony i pozostawił niedosyt oraz poczucie braku zakończenia owej przygody. Poza tym - bardzo polecam!


źródło: www.focus.pl

wtorek, 24 stycznia 2017

Sowy małe, dwie :)

Udzierg jeszcze zeszłoroczny, w końcu się doczekał prezentacji. Zrobiłam dwa takie sówki-portfeliki. Na drobniaki i inne przydasie. 

Jedna jako breloczek, powędrowała do świątecznej paczki dla mojej Przyjaciółki.
Druga czeka na łańcuszek by móc stać się ozdobną zawieszką - dla Babci :) 


sówka I


sówka II




włóczka: Jeans YarnArt
szydełko: 2,5 mm
wzór: tutaj (bezpłatny)

Ponieważ w oryginale wzór jest projektowany na dużo większe szydełko, moje sówki wyszły naprawdę nie wielkie. Ale idealne na kilka monet, na picie czy drożdżówkę, po długim spacerze z psem :) 

Kusi mnie wykonanie takiej sówki ale w rozmiarze... hmmm... torebkowym :))) 



***


No, a mój Wituś rośnie :) 
Załamuję trochę nad nim ręce, że taki chudy jest - wyniki krwi idealne, apetyt świetny. Tylko że mały zasuwa po śniegu do upadłego, a po 5 minutach odpoczynku zaczynają się przewalanki z Jessicką (drugi szczeniak z "odzysku"). Ostatnio miał zapalenie spojówek, szybko na szczęście wyleczone kropelkami z antybiotykiem. Jest cudowny, grzeczniutki i bardzo pojętny. Czasem tylko myślę sobie, co by było gdyby tego dnia tamtędy nie przejeżdżała... i czuję ucisk w sercu. Bo wiem że Witusia mogłoby już nie być... Nigdy tego nie zrozumiem, dlaczego na tyle aut mijających przymarzniętego psa na poboczu, tylko ja się zatrzymałam :/





niedziela, 22 stycznia 2017

Serialowa niedziela - "Rzym"

Dla mnie nie ma nic bardziej relaksującego niż wygodna kanapa, kubek herbaty, druty lub szydełko... i wciągający serial. 

Po całym pracowitym tygodniu, w niedzielę staram się znaleźć kilka godzin dla siebie. Obejrzeć w spokoju kilka odcinków... wszak najlepsze oglądanie to takie całymi sezonami :)

Rozpoczynam więc cykl serialowych niedziel. 
Chciałabym w niedzielne poranki opowiedzieć o serialu który własnie mnie oglądam z zapartym tchem. Albo wracam po do niego po raz kolejny... 
Nie spodziewam się że uda mi się pisać regularnie co tydzień... Ale postaram się :)






Skoro zaczęliśmy styczeń bardzo dobrymi produkcjami, to nie może w tym zestawieniu zabraknąć "Rzymu". To jeden z najlepszych seriali jakie widziałam, pod każdym względem. Od świetnego scenariusza, znakomitych aktorów aż po cudownie wykreowany świat... 
Baśniowy pod wieloma względami, bo jak mawiają archeolodzy "najlepsze jest to, że nigdy się nie dowiemy jak było naprawdę" - ale z wielką powagą potraktowane są zarówno wydarzenia historyczne, jak i źródła mówiące o życiu codziennym mieszkańców starożytnego świata.
Dodam, że serial pod względem owej poprawności był konsultowany przez wybitnych znawców tematu.

Serial, produkowany w latach 2005-2007, doczekał się tylko dwóch sezonów - ale są one zamkniętą opowieścią. I oba są na wysokim poziomie.

Serialowe wydarzenia skupiają się wokół dwóch żołnierzy z Legionów Cezara - Juliusza Vorenusa i Tytusa Pullo. Początkowo nie pałają do siebie sympatią. Pullo to zabijaka, nie traktujący poważnie ani życia ani śmierci. Chce mieć tylko pieniądze i łatwe kobiety. Vorenus, to nie tylko człowiek poważny i honorowy, ale też kochający mąż i ojciec, który marzy tylko o spokojnym, uczciwym życiu.

Z czasem poznajemy nie tylko ich życie codziennie, rodziny, przyjaciół. Jesteśmy też świadkami ich wzlotów i upadków, szczęśliwych chwil i wielkich tragedii...

Jednocześnie śledzimy losy samego Cezara, jego rodziny, przyjaciół i wrogów... Jesteśmy świadkami początków konfliktu z Pompejuszem, miłosnych uniesień z Kleopatrą, a w końcu też zabójstwa z rąk najbliższych mu współpracowników.

Nie sposób też nie wspomnieć o cudnej Atii (siostrzenicy Cezara) i jej dzieciach. Ich życie codziennie, pomysły i intrygi są nie tylko ozdobą serialu i elementem prawdziwie humorystycznym. Ale też pokazuje nam życie codziennie i ambicje arystokracji rzymskiej, co nie zawsze wychodzi im na dobre.

"Rzym" to jeden z nielicznych seriali, których nie da się ot tak opisać. Mnogość wątków, wydarzenia i ich konsekwencje dla poszczególnych bohaterów z różnych środowisk... Przy czym nie mamy poczucia zagubienia, fabuła jest dobrze i logicznie prowadzona.

Polecam ten serial także ze względu na pięknie odtworzone stroje, biżuterię, fryzury, przedmioty codziennego użytku. Połowę sukien rzymskich dam chętnie bym sama nosiła :)))



Dziś w ramach kadrów z filmu, skupię się na kobietach "Rzymu". Choć wydawałoby się że to role drugoplanowe, to tak naprawdę to one w dużej mierze kierują polityką i tworzą historię.

O to niektóre z nich...


Atia - siostrzenica Cezara,
 matka Oktawii i Gajusza Oktawiusza (następcy Cezara)
źródło: www.filmweb.pl


Niobe - żona Vorenusa, matka jego córek
źródło: www.filmweb.pl


Eirene - niewolnica, 
ukochana Tytusa Pullo, matka jego syna
źródło: www.filmweb.pl


Serwilia - kochanka Cezara, matka Brutusa
źródło: www.patrzjakifilm.blogspot.com/


Kleopatra - królowa Egiptu, matka syna Cezara, 
ukochana Marka Aureliusza i matka jego dzieci
źródło: www.popclassicjq.blogspot.com


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Zimą otulone :)

Pędzelki nie mają że mną łatwo. Wyciapię je w kleju, utopię w farbie. Zgubię pod stołem,  gdzie dogorywają wśród kocich zabawek aż znów będę ich wariacko szukać.

Wymyśliłam więc, że dam im prezent.  Otulę je zimowo by w spokoju odpoczywały po moich manewrach twórczych.  Mam nadzieję że pomoże mi to utrzymać porządek w narzędziach pracy?






Pędzelek jest jeden,  bo ulitowałam się nad resztą i wysłałam do domowego spa. Wakacjują się teraz na suszarce do naczyń, po całej serii regenerujących zabiegów.
Wolne mają aż do piątku, bo... jutro rano się zbieram na pociąg. Jadę do Pragi, pierwszy raz w tym roku :)))


Trochę danych technicznych. Użyłam słoika po majonezie, dwóch rodzajów lamówki, kawałka taśmy z drobnymi pomponikami oraz szydełkowej śnieżynki. Do tego tylko klej magic, pędzelek i trochę cierpliwości w nawijaniu kolejnych warstw. 


Moją inspiracją była książka "Granny Chic: Crafty Recipes and Inspirtion for the Handmade Home", a dokładnie to zdjęcie:
  
źródło:http://www.booktopia.com.au/


Z niektórymi pomysłami z książki możecie zapoznać się tu i tu, ale dla wszystkich miłośników vintage - lektura obowiązkowa! Uwielbiam ją przeglądać przed snem, dla samych pięknych zdjęć.



Pracę zgłaszam na wyzwanie zimowe wyzwanie diy.






niedziela, 15 stycznia 2017

Serialowa niedziela - "Seria niefortunnych zdarzeń"

Dla mnie nie ma nic bardziej relaksującego niż wygodna kanapa, kubek herbaty, druty lub szydełko... i wciągający serial. 

Po całym pracowitym tygodniu, w niedzielę staram się znaleźć kilka godzin dla siebie. Obejrzeć w spokoju kilka odcinków... wszak najlepsze oglądanie to takie całymi sezonami :)

Rozpoczynam więc cykl serialowych niedziel. 
Chciałabym w niedzielne poranki opowiedzieć o serialu który własnie mnie oglądam z zapartym tchem. Albo wracam po do niego po raz kolejny... 
Nie spodziewam się że uda mi się pisać regularnie co tydzień... Ale postaram się :)







Tak w poprzednią niedzielę, dziś serial na podstawie cyklu książkąwego. Którego pierwszy i jedyny sezon jak narazie, skończyłam oglądać zaledwie parę godzin temu.

Najpierw parę słów o książkach. Licząca 13 tomów "Seria niefortunnych zdarzeń" , autorstwa Daniela Handlera, wydana została w latach 1999-2006. Jej bohaterami jest trójka rodzeństwa - Wioletka, Klaus i malutka Słoneczko - które po śmierci rodziców trafiają pod opiekę ekscentrycznego krewnego. Niestety, ów wuj okazuje się złoczyńcą czyhającym na majątek dzieci i posunie się do najbardziej zakręconych czynów, by tylko osiągnąć swój cel. I mimo że dzięki swojemu sprytowi i pomocy dobrych ludzi, dzieciom udaje się uwolnić od tyrana i trafić na przyzwoitych opiekunów... to chciwy wuj nie odpuszcza. Przez to rodzeństwo przeżywa wiele nie miłych przygód... Warto wspomnieć, że sam autor na początku każdej swojej książki ostrzega czytelników że nie będzie dobrego zakończenia i odradza lekturę ;)

W 2004 roku, na podstawie trzech pierwszych książek z  serii, został nakręcony film. Mimo znakomitej obsady (m.in. Meryl Streep i Jim Carrey), nie przebił się specjalnie. Jako miłośniczka wszelkiej fantastyki i bajek, w ogóle o nim nie słyszałam - przez przypadek obejrzałam go już w telewizji.

Sam serial, to jak mawia mój mąż, to "nówka sztuka". Pierwsze zwiastuny pojawiły się w listopadzie ubiegłego roku, i chyba do końca nie było wiadomo czy serial naprawdę powstanie. Jednak jest już dostępny, i to z polskim tłumaczeniem na netflix.pl. Pierwszy sezon zawiera przygody dzieciaków z czterech pierwszych książek z serii. 

Co do moich wrażeń po pierwszym sezonie... Mogę napisać tylko jedno - jest ZNAKOMITY !!!

Począwszy od creepy muzyki, która towarzyszy nam na początku każdego odcinka. Przez pięknie wykreowany świat. Wielkie uznanie dla scenografów, kostiumografów i charakteryzatorów! Mimo że świat jest współczesny, pełen znanych nam udogodnień i gadżetów, ma klimat retro-steampunkowy. 
Dla wielbicieli kostiumów nie lada gratkę stanowią ubrania samych dzieciaków - szczególnie piękne sukienki Wioletki oraz płaszczyki kapelutki Słoneczka. Tylko dla tych szczegółów mam zamiar obejrzeć ten serial raz jeszcze :)

Muszę też wspomnieć o obsadzie. Mimo że obejrzałam cały sezon, nie lada zaskoczeniem było dla mnie odkrycie kto gra nikczemnego hrabiego. Otóż to nikt inny jak słodki blondynek, znany nam z takich seriali jak "Doogie Howser, lekarz medycyny" czy "Jak poznałem waszą matkę"!!! Ponieważ w serialu wciela się w kilka różnych alter ego hrabiego, jego gra aktorska zachwyca tym bardziej. Natomiast Malina Weissman (serialowa Wioletka) oraz K. Todd Freeman (Pan Poe) spotkali się już na planie "Wojowniczych żółwi ninja".

Nie mogę doczekać się kolejnego sezonu. Choć pewnie też sięgnę po kolejne tomy serii, żeby poznać dalsze losy niezwykłego rodzeństwa...



Koniecznie obejrzyjcie zwiastun! Ta muzyka...

źródło: www.youtube.com


 źródło:http://www.telemagazyn.pl/


źródło:http://www.telemagazyn.pl/


źródło: www.serialowa.pl

niedziela, 8 stycznia 2017

Serialowa niedziela - "Czysta krew"

Dla mnie nie ma nic bardziej relaksującego niż wygodna kanapa, kubek herbaty, druty lub szydełko... i wciągający serial. 
Po całym pracowitym tygodniu, w niedzielę staram się znaleźć kilka godzin dla siebie. Obejrzeć w spokoju kilka odcinków... wszak najlepsze oglądanie to takie całymi sezonami :)

Rozpoczynam więc cykl serialowych niedziel. 
Chciałabym w niedzielne poranki opowiedzieć o serialu który własnie mnie oglądam z zapartym tchem. Albo wracam po do niego po raz kolejny... 
Nie spodziewam się że uda mi się pisać regularnie co tydzień... Ale postaram się :)







Do serialu robiłam kilka podejść - mniej lub więcej świadomych. Został mi polecony przez znajomych jako znakomity! Więc spróbowałam obejrzeć pierwszy odcinek... i słowo "próbowałam" jest tu kluczowe. Wymiękłam w połowie. I zapomniałam o nim.
Jakiś czas później miałam fazę na późno-wieczorne robótkowanie. Mąż już spał, ja szydełkowałam zawzięcie, a coś tam leciało w tv. Odcinki jakiegoś serialu, który najpierw podglądałam ze względu na wnętrza (kuchnia w starym domu na amerykańskiej prowincji - moje marzenie!) i robótki które gdzieś tam się przewijały (cudne kapy, kocyki...).
W międzyczasie wpadła mi w ręce pierwsza książka z cyklu o Sookie Stackhause... i przepadłam! 

Zanim o serialu, chciałabym jednak wspomnieć o książkach - na podstawie których powstał scenariusz. Cały cykl, autorstwa Charlaine Harris, liczy obecnie 14 powieści i zbiorów opowiadań. Jego bohaterką jest zwykła-niezwykła dziewczyna z amerykańskiego małego miasteczka. Jest kelnerką, trochę roztrzepaną i może nieco zdziwaczałą - a wszystko za sprawą niezwykłego daru, czy też przekleństwa. Otóż Sookie jest telepatką... żyje w ciągłym szumie ludzkim myśli i marzy o tym by słyszeć tylko ciszę. No, może jeszcze o spotkaniu z wampirem. Pewnego dnia, oba marzenia się spełniają... tylko czy Sookie jest gotowa zmierzyć się z konsekwencjami swoich pragnień...? 

Wszystko mogłoby by się wydać szalone, gdyby nie rzeczywistość w której żyje główna bohaterka, jej rodzina i przyjaciele. Otóż, po wynalezieniu sztucznej krwi przez Japończyków, cała mroczna nacja wampirza ujawnia swoje istnienie - licząc na pokojową koogzystencją z ludźmi. A co za tym idzie, z wilkołakami, wiedźmami, zmiennokształtnymi... 

I to tyle tytułem wstępu też do serialu :) Później losy książkowej Sookie nieco rozjeżdzają się w wizją reżyserką. W zasadzie, czytałam jednocześnie książki i oglądałam film - poza imionami głównym bohaterów, nie wiele je łączy.

Co do samego serialu. Prócz tego nieszczęsnego pierwszego odcinka, który mi się dłużył jak flaki z olejem... sam serial jest znakomity! 
Pierwsze sezony wciągają nie tylko swoim bajkowym realizmem i sympatią którą widz zaczyna szybko odczuwać w stosunku do bohaterów. Pojawiają się też wątki kryminalne (cały I sezon to podążanie za mordercą kobiet), psychologiczne i komediowe. W tle też nieodwzajemniona miłość, poszukiwanie sensu życia, trudne relacje rodzinne i partnerskie. 

Serial liczy obecnie 7 sezonów + 2 odcinki specjalne. Niestety, po pierwszych świetnych sezonach, ostatnie są kręcone na siłę... nie wnoszą nic nowego prócz lekkiego zniecierpliwienia głupotą bohaterów i prostotą rozwiązań.

Mimo wszystko polecam obejrzeć je wszystkie. Szczególnie, jeśli przywiązujemy się do ulubionych bohaterów - ich losy nieco zaskakują. Na szczególną uwagę moim zdaniem zasługuje postać Tary Thortnon - ciemnoskórej pyskatej dziewczyny, która na codzień zmaga się z alkoholizmem matki, oraz jej  kuzyna Lafayette Reynoldsa - pechowego, aczkolwiek bardzo sympatycznego geja. 
Co ciekawe, w wersji literackiej Lafayette ginie już w drugiej części. W serialu zaś jest jedną z głównych postaci (i bardzo dobrze :) ).


źródło: www.naekranie.pl



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Nowy Rok - nowe projekty!

Zaczęłam ambitnie, czyli od swetra. Mam zamiar zaliczyć nim 2 wyzwania, a co ważniejsze - skończyć przed wyjazdem do Pragi (już 17.01!).


Nie wiem, czy zdążę... z takim pomocnikiem łatwo nie będzie ;)





Później w planach skarpetki... na przykład takie:


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=4469&cid=5


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=4571&cid=5


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=7558&cid=5


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=3360&cid=5


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=7386&cid=5


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=7481&cid=5


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=6938&cid=5


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=4903&cid=5


http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=4903&cid=5





A teraz lecę na spacer z Witusiem :) Od rana pada u nas śnieg - obawiam się że wrócę z psem ala bałwan :)


Miłego dnia Wam życzę :)