niedziela, 28 sierpnia 2016

Ot, człowiek nieświadomy...

... jedzie sobie na wycieczkę do Spały. O tak, pospacerować nad Pilicą, może gofra zjeść (oj, pyszne mają przy drodze głównej, naprzeciwko "jarmarku"). Może jakiś obiad wspólnie z mężem... 


Późno dotarliśmy i na jarmarkowe atrakcje już nawet nie liczyliśmy, nawet nie sprawdzałam kiedy są te w tym sezonie te słynne "jarmarki spalskie". W poprzednich latach jeździliśmy kilka razy w sezonie, ale to lato było szalone... ale o tym innym razem :) 
Ale jeszcze parę stoisk było, to ruszyliśmy je pooglądać.

Pierwsze co przykuło mój wzrok...


Nie potrafiłam jej zidentyfikować, nie wydała się też kompletna. Nawet nie zapytałam o cenę (teraz żałuję jednak).


Następne były te trupki... Nie powiem, żebym umiała przejść obojętnie. Piękne, klasyczne Singery... tyle że pordzewiałe i wypatroszone. Aż bolało :(



A potem zobaczyłam JĄ.......


Tak.... miłość od pierwszego wejrzenia! Piękna klasyka... i do tego sprawna! Koło się przesuwa, igła cudnie stuka, pedał nożny działa jak należy, bębenek na miejscu. W szufladkach różności. Brakuje tylko paska (rzemienia) do koła, ale babcia mnie uświadomiła dzisiaj że taki ów pasek posiadam w swoich zbiorach..... :) 
Ktoś musiał bardzo kochać i dbać o nią. Postaram się też dobrze zaopiekować... Będzie miała wyborne towarzystwo, m.in. przedwojenną niemiecką maszynę po mojej cioci Izie (starszej siostrze prababci).

I chyba była mi przeznaczona, bo... jadąc na wycieczkę i obiad, bez zamiaru zakupów, nie zabraliśmy za dużo gotówki. Sprzedający chciał za nią 150 zł, ale po przeszukaniu wszelkich zakamarków torby, portfeli i kieszeni, uzbieraliśmy tylko 100 zł. I dostaliśmy ją w tej cenie, plus gratis niemiecki olej do maszyn :) 


Jeszcze parę takich cudowności wypatrzyłam na jarmarku...




W przyszłym tygodniu też się chyba wybiorę, szczególnie że szykuje się większa impreza :)


***


No, a po zakupach poszliśmy na obiad do "Zajazdu Spalskiego". Zazwyczaj, gdy jedziemy w nowe miejsce, staram się sprawdzić w internecie gdzie warto coś zjeść. O dziwo, o spalskich knajpach prawie nic nie znalazłam. Zdecydowaliśmy się wiec na miejsce, gdzie było sporo ludzi i trudno o wolny stolik. 


Generalnie - jedzenie niezłe, choć nie porywające. Mój "placek spalski" - czyli puszysty placek ziemniaczany był pyszny i chrupiący. Sosy przyzwoite, choć nie przepadam za kukurydzą (a w menu o tym nie było wzmianki). Mój mąż jadł "kotlet spalski" - bez tej olbrzymiej ilości majonezu i innych sosów, myślę że byłby smaczniejszy.
Obsługa kelnerska kiepska :/ Dobrze że przynajmniej wymieniono bez problemu piwo - zamiast zamówionego klasycznego dostaliśmy jakieś dziwne smakowe (miętowo-limonkowe...?).
Plusem, dużym, tego miejsca jest możliwość wejścia do ogródka z psami :) Fakt, że akurat był wszystkie było w typie yorka... ale i tak było fajnie na nie popatrzeć. Następnym razem też pojedziemy na obiad z psem :)


I jeszcze spacer nad Pilicę... duszno dziś było i gorąco, więc za daleko nie chciało nam się wyprawiać.








***

A teraz czekają mnie szalone dni. Spełnia się kolejne moje marzenie... jadę do Wiednia :)))

12 komentarzy:

  1. To fajny zakup zrobiłaś :) i widzę, że tam na zdjęciu to chyba jakaś wyżymaczka do prania czy coś. Lubię takie jarmarki ze starociami :)
    No ale ten Wiedeń, no , no .... :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wydaje mi się że to stara maglownica... ale zapytam babci jak przyjedzie do mnie w październiku :)

      Usuń
  2. Ach zazdroszczę łupu! Swoją drogą nigdy jeszcze nie widziałam na jarmarku maszyny, a Ty ze 4 na jednym upolowałaś :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to 5... ale obawiam się że z tym singerków to może by dało się jednego złożyć z wszystkim :/

      Usuń
  3. Cudna maszyna:) Baw się dobrze w Wiedniu. Czekam na wiedeńskie zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Już są fotki z podróży :)

      Usuń
  4. Uuu zazdroszczę! Taki piękny i sprawny przedmiot upolować. Pozostało mi tylko gratulować! A na zdjęciach jeszcze kołowrotek. Świetna sprawa z tym jarmarkiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, kołowrotek :) W sumie był jeszcze jeden na innym stoisku, mniejszy. Może kiedyś spróbuję zapolować na taki sprzęt :)

      Usuń
  5. Piękna maszyna i do tego na chodzie :). Ciekawa jestem Twoich wrażeń z Wiednia, ja jestem cały czas pod urokiem, a ostatni raz byłam chyba 5 lat temu. Miłej podróży :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedeń okazał się cudownym miejscem! Myślę że tam jeszcze wrócę :)

      Usuń
  6. Jakie super znaleziska, miałaś dużo szczęścia, że na takie trafiłaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szoku byłam kompletnie, bo wcześniej nie widziałam na jarmarku maszyny... tu taki urodzaj :D

      Usuń